Dirka, Drususa i Konrada przypadki

Przepraszam, czy ktoś boi się pająków?

Dirk, Drusus i Konrad z trudem przecisnęli się przez rumowisko kamieni zagradzające dalszą drogę. Pomogła im w tym niesamowita kondycja Dirka, który z iście krasnoludzką wprawą odrzucał nawet największe głazy.

Po ominięciu przeszkody oczom bohaterów ukazała się dalsza część tunelu – a także niewielki pionowy szyb wiodący do jeszcze niżej położonych korytarzy. Przed kontynuacją drogi Drusus postanowił sprawdzić pionowy tunel, nie udało mu się jednak zejść o wiele głębiej. Po krótkiej chwili stanął na czymś, co po dokładniejszym zbadaniu (stopą, przebijając sufit na wylot) okazało się dawno zapomnianą kabiną windy górniczej. W jej wnętrzu kilkoro krasnoludzkich górników znalazło swoje przeznaczenie. Nie zwlekając długo elf wrócił do swoich towarzyszy.

We trójkę kontynuowali drogę głównym korytarzem. Zaraz za delikatnym zakrętem pojawiły się wagoniki oraz stare szyny. Zmysły wędrowców podpowiadały im, że schodzą coraz głębiej i wielkim kołem zbliżają się do krańca najniższego poziomu kopalni. Grunt pod ich stopami wydawał nietypowe odgłosy jednak żaden z podróżników nie potrafił zidentyfikować ich źródła. Z wdzięcznością przyjęli jednak moment, gdy Konrad z pełnym przekonaniem stwierdził, że to co pokrywa dno tunelu to na pewno nie pajęczyna.

Na końcu korytarza bohaterowie przetarli oczy ze zdumienia. Zamiast spodziewanej litej skały lub niewydobytego urobku czekały na nich wrota. Stare, obrośnięte mchami, porostami i inną podziemną roślinnością wrota. Jedno ich skrzydło uległo upływowi czasu i leżało na podłodze, drugie trzymało się jeszcze na rdzewiejących zawiasach. Niewiele myśląc Dirk pchnął tajemnicze drzwi a zawiasy wydały przeraźliwy pisk…

Idąc krótkim korytarzem, ostrożnie, powoli, nieustannie się rozglądając, bohaterowie dotarli do ogromnej komnaty. W trzech miejscach pieczary ustawione zostały olbrzymie posągi krasnoludów wysoko unoszących ręce. Ich twarze wykrzywiał grymas, który nie wróżył niczego dobrego. Dokładnie pośrodku trójkąta utworzonego przez podstawy posągów znajdowało się coś, co z oddali przypominało kamienny blok. Jednak to nie komnata, nie tajemnicza skała ani nawet nie posągi przykuły uwagę drużyny. Ta bowiem, z olbrzymim zainteresowaniem, skupiała się na jedynym żywym mieszkańcu groty – wielkim jak dyliżans, paskudnie owłosionym i zdecydowanie nieprzyjaznym pająku (brawo Konrad!) oraz pulsujących nieopodal olbrzymich pajęczych jajach.

Po krótkiej naradzie bohaterowie uznali, że najlepszą obroną jest atak. Drusus, skradając się najlepiej jak potrafił rozpoczął potyczkę rozbijając garnek z oliwą na cielsku pająka. Chwilę późnej po celnym trafieniu Dirka ośmionogie monstrum stanęło w płomieniach. Dalej walka potoczyła się szybko: mimo popisów akrobatyki oraz siły odnóży pająkowi nie udało się poważnie zaszkodzić śmiałkom. Płonący trup stwora spadł z łoskotem na ziemię, uszkadzając tarczę Dirka tak dotkliwie, że wedle oceny krasnoluda zdoła wytrzymać jedynie kilka uderzeń. Rozbicie jaj i dobicie pomiotu pająka było już tylko formalnością.

Gdy opadł już bitewny kurz trójka wędrowców uważniej rozejrzała się po grocie. W kącie, ciasno zawinięte w pajęczą nić leżały ciała. Wśród spodziewanych zasuszonych trucheł krasnoludzkich górników bohaterów czekały dwie niespodzianki. Pierwszą z nich był górnik – jeszcze żywy; drugą zaś był starzec – poszukiwany mag Feuerfell. Z kolei kamienny blok okazał się być sarkofagiem z wyrytym napisem: “CI JENO KAMIENIEM NIE BĘDĄ CO DLA HASHUTA OGNISTĄ OBIETNICĘ WYKŁUJĄ”

Comments

Dzięki Drusus :) Napis na postumencie jest WIELKIMI LITERAMI. I brzmi dokładnie tak, jak napisałeś.

To uszkodzenie tarczy jest takie, że wytrzyma jeszcze kilka uderzeń…

Drusus_Avantar

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.